Wódka tańsza, cóż poza tym, chyba nic sie nie zmieniło
Raz do roku odbywa się impreza urodzinowa IAESTE, takie szczęście nas spotkało, że ona przypada właśnie na ten okres kiedy jesteśmy w Kijowie. Ja razem z dziesiątką (tak nazywamy naszą grupę, bo jest nas 10 osób, już właściwie 11 bo jedna dziewczyna wróciła z wojaży po Ukrainie) udaliśmy się na tą imprezę. Było to miłe rozpoczęcie praktyki w Kijowie, moja praktyka w USA w tak oficjalny sposób nie została rozpoczęta. Zaczynała się ona o 16 i trwała do 22, odbywała się w pomieszczeniu biblioteki w politechnicznym instytucie – KPI (Kiyevkiy Polityehnicni Institut) z racji rangi wydarzenia obowiązywały stroje galowe. Oczywiście my nie spełniliśmy tego wymogu, bo nikt z dziesiątki nie był przygotowany na tak poważne imprezy, jednak nawet jakbyśmy byli przygotowani na uroczystość gdzie należy się ładnie ubrać to i tak byśmy odstawali od reszty, gdyż stroje w które byli ubrani nasze koleżanki i koledzy z Ukrainy to ja ostatni raz widziałem na jakimś dobrym filmie kostiumowym. Wszyscy mężczyźni w garniturach jeden to nawet miał frak, a dziewczyny długich galowych sukniach, co po niektóre miały jeszcze do tego rękawiczki, takie za łokcie i co ambitniejsze były przepasane jeszcze szalem z futra lisiego lub innego zwierzęcia, robiło wrażenie, bardzo pozytywne. Na impresie obok zmacznego jedzenia była tez bardzo ładna muzyka Ragtime.
Jak przystało do otoczenia imprezę zaczęliśmy bardzo porządnie bo walcem wiedeńskim, a skończyliśmy jak zawsze. Tańczyły całe dwie pary, bo reszta chyba nie umiała, albo się wstydziła jeszcze, ja raz w życiu tańczyłem walca, ale nie jestem pewien czy to był wiedeński, jednak nie udało mi się w porę znaleźć partnerki, która by umiała to tańczyć, a wyjście w dwie osoby, które sobie słabo radzą nie byłoby dobrym pomysłem. Stół był dobrze zastawiony kilkoma butelkami wódki, kilkoma Martini, do tego jeszcze soki i przekąski, słodkie i takie z mięsem, ogórków także nie brakowało, w takich okolicznościach impreza musiała być udana. Z początku panowała taka trochę nieśmiała atmosfera. My przyszliśmy i tak do końca nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić ich tam było z 30 osób, do końca nie wiedziałem o co chodzi, co będziemy świętować, jak się zachować. Nie chcąc by było tak, że z prawej my z lewej oni, próbowałem rozpocząć jakąś konwersacje, coś się wywiedzieć. Z racji, że językiem spotkania był angielski to tym też językiem się posłużyłem, jakaś dziewczyna mi coś odbąknęła na moje pytanie i zaraz gdzieś uciekła, jakby czymś wystraszona, poczułem się zmieszany i wróciłem do dziesiątki. Po pewnym czasie zauważyłem taką małą grupkę ludzi z kubeczkami z przezroczystym napojem w środku, nie poddając się podszedłem, przedstawiłem się, tym razem już w języku rosyjskim i to był chyba klucz do sukcesu, bo jak się okazało język angielski nie był wszystkim znany a nawet jeśli to wszyscy woleli posługiwać się rosyjskim, mi tez to było na rękę. Koledzy polali mi także Martini, zaraz podeszło do nas jeszcze kilka dziewczyn i tak się zaczęło, wszyscy chętnie wznosili toasty, to za IAESTE Kiev, to za 60 lat IAESTE, to EURO 2012, to za dobre kontakty między naszymi narodami itd. Aż tu bardzo szybko znaleźliśmy się w stanie nieoznaczoności kwantowej, a to był dopiero początek imprezy. Raz Ukraińcy chcieli wznieść toast za dzień Zwycięstwa (djen pobjedy), poczułem, że wchodzimy na śliski grunt, wytłumaczyłem, że my nie mamy takiego święta, oni zaczęli mi tłumaczyć historię, że to armia niemiecka najechała Polskę, a potem armia radziecka nas wyzwoliła, jak użyłem słowa Rosja, to mnie poprawiali, że nie Rosja tylko ZSRR, chyba oni sami uważali, że nas wyzwolili. Generalnie historii tak dobrze nie znam, choć wiem, że mogło być gorzej, to ja dziękuję za takie wyzwolenie przez armie radziecką. Jakkolwiek oni ten dzień pobjedy rozumieją, czy tak samo jak Rosjanie czy inaczej, powiedziałem, że za to pić nie będę.
W czasie imprezy odbywały się różnego rodzaju gry i zabawy, takie, które zwykle mają miejsce na spotkaniach integracyjnych, były to takie konkursy, jakie zwykle są na urodzinach 10-latków. Niektórzy ode mnie się trochę dziwili czemuś takiemu, ale mimo to bawili się świetnie. Takie zabawy zwykle maja miejsce na spotkaniach międzynarodowych, coś w sumie w tym jest bo zwykle jak przyjeżdża ktoś z zagranicy to traktuje się tych ludzi trochę jak dzieci, tak z przymrużeniem oka.
Pod koniec w wyniku małego zamieszania stało się tak, że dziesiątka poszła gdzieś do klubu, a ja poszedłem z Ukraińcami gdzie indziej. Po jakiejś godzinie czekania przed klubem Ragtime, udało nam się wejść na disco. Nie było to łatwe, tam toczyły się jakieś dyskusje z ochroniarzami, przed wejściem było mnóstwo ludzi, co najmniej jakby w środku była wielka impreza. Jeden z naszej grupy powołując się na swoje znajomości wśród ochrony wynegocjował nam lepszą cenę za wejście, czyli 25 hrywien (podziel przez 2 wyjdzie cena w złotówkach). Właściwie to wchodziliśmy chyba jakoś bokiem, że tez pozwolę sobie użyć słowa nielegalnie, obserwując to co się działo szczerze mówiąc to nie wiem jak by tam można było wejść bez przewodnika, ponoć dziesiątka kiedyś próbowała, ale ich nie wpuścili, bo są obcokrajowcami i byłoby to niebezpieczne. Nam się udało wchodzimy do środka, a tam dzikie techno i impreza jak w WZ-cie, jej wczesnych latach, z tą drobną różnicą, że mimo tłumów przed wejściem w środku było naprawdę pusto. Impreza była już średnia, ale „ruskie techno party” mam zaliczone, do CV można wpisać.
Pogoda ładna idę zwiedzać Kijów
